poniedziałek, 19 stycznia 2015

Nigdy nic nie wiadomo co się może wydarzyć ... !!!

Dzień jak co dzień nic zwyczajnego się nie działo. A tu w pracy dostałam telefon od mojej mamy,że babcię wzięła karetka i leży w szpitalu.... .... A ja w szoku i nie wiedziałam co mam ze sobą począć...! To po prosiłam panią Basię,żeby mnie wypuściła wcześniej i zgodziła się poinformowałam ją co i jak. A potem poszłam do domu i spakowałam babci rzeczy i z ciotką gadałam powiedziała mi co i jak z babcią,bo tam była. A ja chwilę odsapnęłam i poszłam i siedziałam cztery godziny u babci w szpitalu,zrobiłam przy babci to i owo jak wiadomo....

A wieczorem był wujek drugi raz,bo tam wcześniej był i z Gorzowa ciotka i wujek przyjechali też późnym wieczorem.

Ale nie wiem czemu mam dziwne przeczucia,że oni nie mówią mi prawdy co babci dolega oprócz tego udaru niestety... Rękoma i nogami rusza i siedzieć siedzi ledwo,ale siedzi i ma zaburzenie mowy (mówi niewyraźnie i ciężko ją zrozumieć),ale ponoć chwilami lepiej mówi to ja się dowiedziałam od ciotki,która była z Gw.

No i z mamą siedzimy w domu i się musimy jakoś trzymać,bo niestety lata babci lecą i ma prawo być chora no i niestety różnie się w tej sytuacji myśli niekoniecznie same pozytywy...  ;-(

Jutro po pracy i przez resztę dni też będę siedzieć przy babci,a mama w domu sama będzie musiała siedzieć.

Ale mam nadzieję (choć jest ona malutka...),że wszystko będzie dobrze. Ale muszę się trzymać i wierzyć w to!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz