Z babcia już jest lepiej, bo mówi w miarę normalnie i siedzi. A to naprawdę najważniejsze,że wyszła z tego udaru no może nie cało niestety,bo z chodzeniem raczej nic nie będzie... Mo ze kto wie? Ale w to raczej wątpię.
I tak chodzę codziennie popołudniami sama albo z mamą (czasami) i ciotki i wujek też jak wiadomo - dzieci. A ja karmię,podaję pić,umyję i przebiorę w pampersy. A do domu to jeszcze musi poleżeć w szpitalu, choć lekarze już chcą w poniedzieli wypuścić,ale niech jeszcze babcię podleczą i łóżko "elektryczne" załatwić do domu...
Ale jednak warto mieć nadzieję i pomodlić się do Matki Boskiej, która wysłuchała moich modlitw.
Z pozytywnym akcentem życzę, żeby nadzieja była chociaż nawet i ta mała. Bo jak to mówią: "Nadzieja umiera ostatnia" i tak coś w tym jest!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz